Po angielsku potrafi dogadać się tylko co jedenasty dolnośląski strażak, co piąty pracownik pogotowia ratunkowego i co czwarty strażnik miejski.
Jednak za cztery lata, w czasie mistrzostw Europy w piłce nożnej, ma być znacznie lepiej.
Ratownicy zamierzają wziąć się do pilnej nauki angielskiego. Pierwsi będą strażacy. - Kurs wystartuje we wrześniu - zapowiada Krzysztof Gielsa ze straży. Na całym Dolnym Śląsku po angielsku mówi dzisiaj 176 spośród 2272 strażaków. Po 160 zna niemiecki i rosyjski. Tylko pojedynczy dogadują się po francusku, węgiersku, włosku i czesku.
Podobne szkolenia chcą zorganizować w pogotowiu ratunkowym.- Prezydent Wrocławia już zadeklarował, że dostaniemy na to pieniądze - cieszy się Wincenty Mazurec, dyrektor pogotowia.
Teoretycznie w pogotowiu po angielsku biegle muszą mówić wszyscy dyspozytorzy medyczni (czyli ci, którzy przyjmują telefoniczne zgłoszenia), a cała reszta pracowników powinna znać przynajmniej jego podstawy.
W praktyce językiem potrafi posłużyć się tu tylko co piąta osoba. I to na poziomie średnio zadowalającym. - Wystawiam nam mocną trójkę, bo na ocenę dobrą to jeszcze za mało - przyznaje Mazurec.
Nad kursami zastanawiają się też wrocławscy strażnicy miejscy. Żadnego języka obcego nie zna ponad połowa z nich.
Na razie do mistrzostw przygotowują się tu inaczej - uczą się rozszyfrowywać zagraniczne dokumenty.
Tymczasem policjanci już pilnie wkuwają angielskie słówka. Na razie głównie sami. Każdy z nich dostał zawodowe rozmówki - książeczkę z najważniejszymi zwrotami, mogącymi przydać się w codziennej pracy.
Ilu policjantów zna obcy język, nie wiadomo. Komenda wojewódzka nie prowadzi nawet takich statystyk. A od nowych pracowników znajomości języków nie wymaga. Krzysztof Zaporowski z biura prasowego dolnośląskiej komendy wojewódzkiej policji zapewnia jednak, że angielskim i niemieckim włada większość jego kolegów, bo od kilku lat mogą brać udział w bezpłatnych kursach.
- Dlatego w tej chwili nie przewidujemy szkoleń specjalnie pod kątem Euro. Ale nie wykluczam, że taki pomysł się jeszcze pojawi - mówi Zaporowski.
Gdy jednak przyjrzeliśmy się sytuacji w komisariatach, okazało się, że nie jest tak różowo.
Na siedemdziesięciu policjantów pracujących w komisariacie Wrocław-Psie Pole podstawowe zwroty w języku angielskim zna tylko piętnastu. Na Krzykach też nie jest dobrze.
- Nie jesteśmy biegli, ale przyjąć zgłoszenie od obcokrajowców każdy z nas potrafi - zarzeka się Ryszard Troska, komendant z Krzyków. - Przed Euro trzeba się będzie sprężyć i przypomnieć kilka rzeczy - przyznaje.
Kąty Wrocławskie co prawda wycofały się ze starań o goszczenie piłkarzy na Euro, ale tutejszy komendant Andrzej Nyczka swoje zdanie na temat umiejętności porozumiewania się z zagranicznymi gośćmi ma.
- Sytuacja jest beznadziejna - przyznaje bez ogródek. Na 23 policjantów język zna trzech. - Niektórzy pamiętają jeszcze rosyjski z czasów szkolnych, sporadycznie potrafią zrozumieć, co się do nich mówi po angielsku - mówi komendant. Działa na własną rękę i sam zaopatrzył posterunek w komputerowe programy ze słownikami. - Wgrałem je do komputera. Jeśli dyżurny musi, z obcokrajowcami porozumiewa się przy pomocy komputera - dodaje Nyczka.
Nauczyciele angielskiego mówią, że roczny kurs wystarczy na opanowanie podstaw gramatyki. To jednak za mało, żeby strażak czy policjant mógł bez problemu porozumieć się z poszkodowanym. - Do tego potrzebny jest zasób słów przynajmniej na poziomie średnio zaawansowanym. To co najmniej dwa lata nauki - wyjaśnia Kinga Szklarska ze Szkoły Języków Obcych Lektor.
Biegłe opanowanie języka zwykle zajmuje cztery lata. A czasu jest coraz mniej.